Krakowskie tradycje intelektualne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Krakowscy myśliciele polityczni Stanisław Kutrzeba Stanisław Kutrzeba, "Pojęcie państwowości"

Stanisław Kutrzeba, "Pojęcie państwowości"

Rozdział książki Królestwo i Galicja. Uwagi z czasów wojny, Warszawa – Kraków 1917, s.72-75

 

Rozbudziła wojna nadzieje polskiej duszy. Przypomniała ona z całą siłą społeczeństwu polskiemu, że to nasze Codzienne życie drobnych trudów i małych nadziei, nie wyczerpuje żą­dań i pragnień polskiej duszy, że nie wystarczy suty kęs chleba białego, choćby z okrasą, dla zapewnienia pełnego szczęścia jednostek, że szczęście indywidualne oparte być musi o szczę­ście całości. Zarządzenia obcych, nie rozumiejących duszy narodu, jego pragnień i potrzeb, nieraz i niechęcią kierowane wobec tego społeczeństwa, wśród którego im przyszło rządzić, pouczyły, co znaczy własny rząd, rząd, który ze społeczeństwa wychodzi, tego społeczeństwa jest częścią istotną, jego głową, jego sercem i rękami. Zrozumiano, co to znaczy, jeśli ta głowa myśli tymi kategoriami pojęć, co ogół, zrozumiano, że inaczej ciała społeczeństwa dotykają się ręce własnych władz rządowych, które nie tylko rozsądkiem zimnym, lecz i sercem się kierują. Pamiętała o tym Polska cała, że miała niegdyś \ własny rząd, który ją prowadził w przeszłości omal przez lat tysiąc. W wysokiej cenie były w Polsce władze Galicji, auto­nomiczne czy samorządne, że to polskie były władze, choć tylko częściowe, choć ograniczone i skrępowane tak bardzo pod wieloma względami na rzecz władz centralnych. Lecz w pełni to uświadomienie wartości własnego rządu, jego nie­ tylko teoretycznej czy idealnej, ale i ogromnej reaInej wartości dla całego życia narodu, dała wojna. I ogarnęło cały naród pragnienie, aby ten rząd mieć własny.

 Własny rząd — a więc własne państwo.

Lecz gdy przyszło sformułować żądania społeczeństwa, nagle  — spory powstały. I właśnie ostatnie dni przyniosły po dziennikach polemikę o to, czego społeczeństwo pragnie. Po­jawiły się twierdzenia, że nie o państwo chodzi, że państwo — to tylko forma, a forma to — rzecz drugorzędna. To znowu przewijają się w pismach wyrażenia: niepodległość, udzielność, su­werenność, państwowość, samodzielność, przeciwstawiane sobie, a koło tych wyrazów, jako haseł, grupują się wyznawcy, o te wyrazy i hasła toczy się kampania.

Lecz co te wyrazy — znaczą? Boć jeśli polemika nie ma być czczą szermierką słów błyskotliwych a pustych, których nieraz jedynym rezultatem rozdrażnienie przeciwników, toć trzeba wiedzieć, co się chce powiedzieć, jakie wyrazu pew­nego znaczenie. A o tym zapomniał niejeden z tych, co rzu­cał hasła. Przeciwstawiano sobie przecież pojęcia identyczne, tak jakby jeden wołał: „to widelec", gdy drugi, przecząc mu, zapamiętale dowodził, że „to sztuciec".

A przecież są książki, które o tym mówią, co te wyrazy znaczą, a kto do traktatów poważnych sięgać nie chce, ten może pouczyć się z podręcznika, encyklopedii, czy nawet rozumowanego słownika.

Cóż to więc jest państwo? Odpowie każdy podręcznik nauki o państwie: „związek w jedną całość złączonych ludzi, osiadłych na pewnym terytorium, podległych jednej najwyż­szej władzy." A więc: l) l u d, 2) z i e m i a  i 3) w ł a d z a  n a j w y ż s z a — to znamiona państwa. Od innych zrzeszeń ludzi, na pewnym terytorium osiadłych i w pewną całość złą­czonych, różni państwo to, iż ta władza, która nim rządzi, jest jego najwyższą władzą, z siebie samej swoją moc rządzenia wyprowadzającą. W tej władzy państwa leży moc ustaw wydawania, kierowania czyli administracji, sądzenia, tworzenia siły zbrojnej.

Kto chce niepodległości, to znaczy — chce państwa. Żą­dania więc niepodległości czy państwowości pokrywają się z sobą. Przeciwieństwem tego jest, jeśli ludzie na pewnym terytorium osiadli nie są podlegli własnej najwyższej władzy; a więc nie stanowi państwa prowincja, nie stanowi go departament, czy gubernia i t. d., choćby taka cząstka pań­stwa miała przyznaną rozległą autonomię i samorząd, t. j. ustawodawczą i administracyjną odrębność. Nie jest więc państwem Galicja, nie jest państwem nawet Finlandia, nie jest nim i Chorwacja, bo brak im istotnego czynnika pań­stwa: własnej najwyższej władzy.

Lecz państwo państwu nierówne. Państwo tworzy Rosja, Francja czy Anglia, państwami są jednak także: Bawaria, Sa­ksonia, Prusy i t. d., złączone nadto w jedno państwo związkowe: Niemcy; państwami są poszczególne stany w Stanach Zjedno­czonych Ameryki, stany niektórych państw południowej Ame­ryki, państwem była Bułgaria jeszcze lenna wobec Turcji itd. Nierówności tych państw podstawą jest to, że nie wszystkie mają: suwerenność. I znowu powie nam każdy podręcz­nik nauki o państwie, że państwo suwerenne — to takie, któ­rego władza jest najwyższą i niezależną, nie zna więc nad sobą żadnej wyższej władzy. Jest więc suwerennym państwem Dania czy Grecja, nie mają zaś suwerenności Bawaria lub Prusy, czy poszczególne stany, t. j. państwa Stanów Północnej Ameryki, choć o tyle od Grecy i lub Danii większe obszarem, ludnością, zamożnością, siłą i t. d., Niektórzy z autorów odmawiają nawet cechy państwowości państwom, które nie mają suwerenności.

Przyjął się ten termin suwerenności w nauce wszystkich krajów. Razi on polskie ucho swoim dźwiękiem, lecz jedynie ten termin ma ścisłe znaczenie. Po polsku najlepiej jeszcze można go oddać przez termin: udzielność, który jed­nak nie jest przyjęty jako ścisły; z pojęciem suwerenności po­krywa się chyba pojęcie państwa niepodległego. Zgoła chwiejnym jest pojęcie samodzielności, która tak dobrze może ozna­czać państwowość, jak i suwerenność. Pojęcie niezależności również nie jest całkiem jasne, raczej oddaje pojęcie suwe­renności.

Przy określaniu więc dążeń polskich nie wystarcza, gdy się je chce ściśle określić, mówić o żądaniu „państwowości". Trzeba bliżej, ściślej sprecyzować, jaka to ma być państwo­wość. Nie uwłacza pojęciu suwerenności unia, w jaką państwa wchodzą; suwerennymi są tak Austria, jak Węgry. Ale państwo bez suwerenności może być bardzo ograniczone, i te ograniczenia mogą rosnąć coraz dalej; z chwilą, gdy nad władzą w państwie stoi inna państwowa władza — to zawsze ta wyższa może stosunek swój do tamtej zmienić. I wie się to dobrze z historii, jak to wyż­sza władza swoją przewagę coraz wzmaga, prze w kierunku przejęcia przez siebie coraz dalszej władzy; dość wskazać na państwa związkowe Rzeszy niemieckiej, jak tracą one coraz z swoich atrybucji na rzecz cesarstwa. Chyba że państwo bez suwerenności przy sprzyjających okolicznościach usunie swoją zależność, np. zrywając stosunek lenny, jak Bułgaria w stosunku do Turcji i t. d.

Państwo bez suwerenności zbliża się do pojęcia prowincji. Mogą istnieć twory pośrednie; np. Galicja jest prowincją, ale ma niektóre cechy państwowości, jak to niedawno wykazał Dubanowicz. Prowincja, obda­rzona szeroką autonomią, może nawet mieć więcej swobody wewnętrznego życia, niż państwo, które nie ma prawa suwerenności, a zostało skrępowane na korzyść tego, które ponad nim stoi. O ileż swobodniejszą w urządzaniu swego życia jest, prowincją będąca, Kanada angielska lub Australia, niż które z państw Rzeszy niemieckiej.

Pełnym jednak życiem państwowym żyje tylko suwerenne państwo, choćby unią z innym było złączone.

Nie szermujmy więc wyrazami, które treści nie mają istot­nej. Kto działać chce czy pisać, ten musi mieć jasną głowę i język, nie tylko prędki, lecz i jasny, któryby jasno „powiedział wszystko, co pomyśli głowa". I wtedy nie będą powstawać mącące jasność myśli i celów polemiki. Jasności dążeń nie zaciemniajmy niejasnością myśli i wyrazów..

 

21X 1916.

 


Projekt zrealizowany przy udziale finansowym Miasta Krakowa


OMP poleca